Babajaga zje dziś wnusia

Babajaga zje dziś wnusia

Babajaga zje dziś wnusia

Babajaga zje dziś wnusia ? Jednak nie. Wczoraj był piękny dzień. Zarówno pod względem pogody, gdyż było słonecznie i cieplutko. Mimo że to już 1 października, pogoda była rewelacyjna. Jak i pod względem naszych spotkań i samopoczucia. Wizyta u prababci udała się zaskakująco dobrze. Mówię zaskakująco dobrze, gdyż młody zawsze trochę bał się prababci. Jako osoba starsza, jest głośna z powodu niedosłuchu. Ma masę nadkontrolnych zachowań, w stylu pilnowania i łapania na każdym kroku, bo a nóż się dziecko wywali. I jak każda prababcia, wyciąga do wszystkich dzieci ręce, wypowiadając przy tym zadanie, o jaki słodki bobas. To wszystko powodowało że, mistrzu który widzi u Taty, trochę odmienne wzorce zachowań, niż te prezentowane przez babcie, najzwyczajniej w świecie bał się jej. I podchodził do niej z rezerwą i szczyptą sceptycyzmu. Lecz dziś widziałem, że ta bariera została przełamana. Śmiało i z pewnością siebie, podchodził do babci, bawił się i latał wokół niej. Z dużym zadowoleniem oglądałem jego zachowanie. I to jak bardzo jest śmiały, w swoich zachowaniach i decyzjach, jak na swój wiek. Jak bez obaw wchodzi w to, co jakiś czas temu było dla niego wyzwaniem.

Droga usłana kasztanami

Aleja kasztanów prawie jak autostrada, po prawo drzewa, po lewo drzewa, spadające kasztany, powolny zachód słońca i my. Taką aurę mieliśmy do samego późnego  popołudnia. Które spędzaliśmy jak co tydzień u Babci. Po wizycie u prababci młodego a mojej babci, ruszyliśmy hulajnogą do babci, czyli mojej Mamy. Mistrzu szalał na swoim trójkołowym sprzęcie całą drogę. Wyprzedzał mnie i wracał. Jechał w tył i wracał. Tak przez dobre 30 minut. Jego energia jest nie spożyta. Uwielbiam patrzeć na jego uśmiechniętą buzię i widzieć tą całą radość i beztroskę. Aż wreszcie uznał że, się zmęczył i wsiadł do wózka. Później spędziliśmy urocze popołudnie na placu zabaw. A wracając z huśtawek, mistrzu nazbierał pełne kieszenie kasztanów. Chował je do kieszonek swojej nowej kurtki, i mówił. Te dla Tatusia, te dla Babci, te dla Baltka. To było przesłodkie. Wiec czego można chcieć więcej, od takiej niedzieli. Dzień z serii idealnych, jeżeli takowe istnieją. Dodatkowo wspaniałe informację dotarły do moich uszu, tego samego dnia wieczorem. Moja “patchworkowa” córka, czuję się już znacznie lepiej. Temperatura mocno spadła, apetyt wrócił do normy, więc to co najgorsze już minęło. Dziewczyna jest silna i twarda, zupełnie jak jej Mama.

 

Kolejny tydzień się właśnie rozpoczyna. O poranku pogoda nie rozpieszcza, gdyż 4 stopnie na termometrze to nie przelewki. Czy będziemy śmigać jak srebrny samochód wyścigowy, czy skończymy na lawecie jakiejś przeklętej choroby? To się jeszcze okaże,ale teraz umyci, ubrani, i po śniadaniu, zaczynamy szykować się do wyjścia. Przed mani droga, do przedszkola.

Poszliśmy powolnym spacerkiem, przy akompaniamencie wschodzącego słońca. Trzymaliśmy się za ręce, rozmawialiśmy o tym co dzisiaj będziemy robić. Droga minęła bez płaczu i smuteczków, było nawet radośnie i wesoło. To bedzie dobry dzień.

[55]

  •  
  •  
  •  
  •  

2 Komentarze o “Babajaga zje dziś wnusia

  1. Najważniejsze, że wszystko do przodu. Ja od dzieciństwa uwielbiałam starsze osoby i nigdy mnie nie przerażały, moje córki natomiast nie mają obecnie w rodzinie nikogo w bardzo zaawansowanym wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *