Bakteria męczy człowieka

Bakteria mocno męczy człowieka

Bakteria mocno męczy człowieka, a żyć trzeba z podniesioną głową. Ostatnimi czasy okazało się że nie jestem taki pancerny, i taki nieskazitelnie zdrowy, jakby mogło mi się wydawać. Wiele lat przedkładania rzeczy niby ważniejszych, przed własną kondycję i własne zdrowie zaczyna wychodzić. Prawda jest natomias taka, że jak nie będę w dobrej kondycji i nie będę dbał o siebie, to nie będę w stanie zadbać o młodego. Ale o co chodzi? Od wielu miesięcy pobolewał mnie brzuch. Zrzucałem to na kark błędów dietetycznych albo większych albo mniejszych stresów. Jednak ostatnimi czasy, ta dolegliwość stała się nie do zniesienia. Jak prawie każdy mężczyzna, dopiero w momencie gdy zaczyna mi coś niesamowicie doskwierać, pomyślę o tym aby coś z daną dolegliwością zrobić. Prawda jest taka, że znów bym sobie to odpuścił i czekał aż samo przejdzie. Jednak na szczęście, mam wokół siebie osoby które myślą o mnie, bardziej niż ja sam o sobie. Właśnie dzięki nim, ich atencji i wielkiej motywacji, postanowiłem sprawdzić co tak naprawdę mi dolega. Okazało się że jest to błaha sprawa. Która można wykryć badaniem krwi i którą można wyleczyć przy pomocy antybiotykoterapii. Wystarczą dwa antybiotyki, brane przez dwa tygodnie i bakteria jest unicestwiona. Wiec do wszystkich ojców badajcie się regularnie.

Natchniony w tym doświadczeniem, mając motywację z zewnątrz, postanowiłem wziąć się za siebie. Postanowiłem w miarę  możliwości pilnować diety, nie stresować się zbytnio, oraz pilnować się, żeby nie doprowadzać więcej do takiego stanu. W całym dniu często zapominam o tym że trzeba jeść, z pracy leciałem po młodego, robiliśmy coś razem, karmiłem go, a sam dojadałem po nim, w gruncie rzeczy nie jadłem nic konkretnego. Takie działanie po wielu miesiącach, odbiło się na moim ciele. Od dzisiaj nie doprowadzam do sytuacji, w której czuję się głodny, oraz staram się jeść częściej. Nie zawsze mi to wychodzi, ale obiecuję sobie poprawę w tym zakresie.

Z powodu złego samopoczucia, i spadku formy, nie chciało mi się usiąść do pisania. Nie miałem weny ani motywacji do napisania choćby słowa. Dopiero teraz, kiedy wszystko się wyprostowało usiadłem do napisania kilku słów. W trakcie tych kilku dni, Mistrzu był ze mną i mieliśmy okazję do spedzania czasu razem. Zmieniającą się pogoda pozwala nam, na coraz większą aktywność na zewnątrz. Na całego rozpoczęliśmy już sezon rowerowy. Nie przejmując się chłodnym wiatrem, albo zapowiadanymi opadami deszczu, które na szczęście nie miały miejsca. Młody w foteliku rowerowym, w swoim kasku na głowie i ulubionych okularach przeciwsłonecznych, pokonuje razem ze mną kilometry. Bardzo lubi jeździć na rowerze, a raczej lubi być wożonym. Bo jak on to mówi, wtedy nie bolą go nóżki.

Przemieszczamy się przy pomocy roweru, z jednego na drugi plac zabaw. Zwiedzając to coraz to nowe, ale i odkurzając stare kąty. Nadchodzące letnie miesiące, dają nam kolejną możliwość do spędzania czasu. Mianowicie umozliwiają powrót na stadion. Do tej pory, na mecze chodziłem sam, gdyż jeszcze było za zimno. Aby zabrać Młodego kibica w taką pogodę na mecz. Teraz gdy o 20:00 temperatura powietrza, jest na tyle przyzwoita że nie trzeba ubierać dziecka w kilka warstw ubrań. Będziemy mogli chodzić i wspolnie kibicować. Na drugiego maja zorganizowałem już bilety na finał Pucharu Polski w piłce nożnej, gdzie mamy nadzieję i będzie walczyć nasz ulubiony zespół. Lecz jeśli nie, to przynajmniej po raz pierwszy, jako kibice zwiedzimy Stadion Narodowy. Na którym do tej pory nie mieliśmy okazji być, więc czeka nas nie lada atrakcja.

Przy tak pięknych okolicznościach przyrody i natury, mamy również więcej możliwości spędzenia czasu z lubianą koleżanką, wręcz narzeczoną młodego. Co nas bardzo cieszy. Mamy również możliwość wybrania się na plac zabaw, i nie jest to okupione katarem. Sprawia nam to ogromną radość. Ilość dni spędzonych w domu lub na zamkniętych placach zabaw, została już wyczerpana. Nadeszła wiosna, wiec będziemy coraz więcej czasu spędzać na dworze, daje nam to możliwość bycia razem, bycia na świeżym powietrzu i naprawdę dobrej aktywnej zabawy.

W ostatnią sobotę, jak to mamy w zwyczaju wybraliśmy się do Barbera. Tym razem na wspólnym strzyżeniu, byłem bardzo miło zaskoczony. W czasie gdy młody czekał na mnie, a ja siedziałem na fotelu i byłem strzyżony, wykazywał się ogromną cierpliwością i spokojem. Mogło się to dziać za sprawą tego, że żona mojego Barbera, włączyłam Mistrzowi pełnometrażową bajkę o autach, która bardzo lubi, lub z jego dojrzałości. W dodatku bardzo dzielnie spędził 45 minut swojego strzyżenia. Nawet mój Barber, który ma dwójkę dzieci, oraz jego żona powiedzieli że Młody jest wybitnie grzeczny i wybitnie spokojny. Bardzo mnie to ucieszyło, w pewien sposób poczułem się dumny, z tego faktu że tak dobrze sobie radzi. Po mnie, przyszła kolej na niego. W pełnowymiarowym fotelu siedział cierpliwie.  Po wizycie u fryzjera mieliśmy iść zjeść coś na mieście, lecz jeden rzut oka a Młodego i wszystko było jasne. Zbliżała się drzemka. Na to konto, w drodze powrotnej do domu usnął. Nastąpiło odcięcie zapłonu i zapadł 30 minutowy szybki sen.

Po powrocie do domu, obudził się i gdy usłyszał że możemy zaraz spotkać się z Natalką rozbudził się. Ponaglał mnie, abym przygotował rower i cały osprzęt, i abyśmy ruszyli na spotkanie. Tak też się stało. W ciągu 20 minut przebraliśmy się, wsiedliśmy na rower, i pojechaliśmy. W ramach tego, że plac zabaw w okolicach M znamy już jak własną kieszeń. Postanowiliśmy pojechać do dużego parku, który znajduje się obok nas. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Ładna pogoda spowodowała, że otworzyli budkę z lodami, goframi oraz przed placem zabaw, postawili dmuchany zamek. Stanowi on ogromną atrakcje dla naszych dzieciaków. Zabawy było co nie miara. A i dyspensa od diety i zdrowego żywienia została dopuszczona.

  • 11
  •  
  •  
  •  
  • 11
    Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *