Ferie bez śniegu, ale z pomysłem

Ferie bez śniegu, ale z pomysłem

Ferie bez śniegu, ale z pomysłem. Taki mamy obraz, kończącego się drugiego tygodnia ferii. Miejsce białego uroczego mroźnego krajobrazu, zstąpił szary, mokry i przesiany rozmaitymi “przebiśniegami” widok nędzy i rozpaczy. Taka sytuacja pozbawiła nas możliwości, szalonych zabaw na białym śniegu, spędzania czasu na świeżym powietrzu z sankami pod pachą. Spędzanie czasu na lepieniu bałwana lub rzucaniu się śnieżkami. I tutaj kreatywność, pomysłowość i wszelakie pokłady inwencji własnej miały duże zastosowanie. Do łask wróciły niedawno odkryte i lubiane gry planszowe.

Odwiedzanie nieodśnieżonych z roztopów placów zabaw, także jest rozwiazaniem. Jednak nie na długo. Zostało nam uciekanie się, do odwiedzania miejsc dla dzieci, znajdujących się pod dachem. I właśnie w piątek razem z Mistrzem, M i moją przysposobioną córcią wybraliśmy się do centrum rozrywkowego, w którym znajduje się wielki plac zabaw dla dzieci. M nazywa to małpim gajem. Bardzo podoba mi się ta nazwa, gdyż bardzo dobitnie oddaje charakter tego miejsca.  Na szczęście miejsce w którym byliśmy podzielone było na sekcje wiekowe. Jedna część od 0 do piątego roku życia,  druga od 5 roku życia, w górę. Aby różne przedziały wiekowe, wzajemnie się nie tratowały, nie wchodziły sobie pod nogi.

Na około placu, znajdują się wygodne fotele i stoliki przy których można było usiąść, nadal mając na oku dzieci. I w spokoju skorzystać z chwili rozmowy i chwili błogiego odpoczynku, od ciągłej atencji wobec pociech. Mądrze pomyślana była także kwestia obsługi, która chodząc między stolikami, dostarczała pod sam nos każdą zamówioną rzecz. Czy było to danie czy napój, w przeciagu kilku minut znajdowało się to na stoliku.

Idąc z premedytacją na łatwiznę, co oczywiście nie powoduje u mnie żadnych wyrzutów sumienia, przez całe popołudnie i wieczór karmiłem swojego Synka belgijskimi frytkami. Oczywiście sobie, też nie żałując. Niech młody wie, iż można mieć dyspensę od przestrzegania zasad zdrowego żywienia, w takie dni radości i zabawy. W czasie gdy nasze pociechy, ododawały się zabawie i galopowaniu po w całym placu. My wstępnie najedzeni frytkami i rozgrzani zimową herbatą, mogliśmy wreszcie oddać się chwili rozmowy. Na którą nie zawsze jest czas i miejsce, a która jest czasem bardzo potrzebna. Życzę każdemu tak spokojnej, beztroskiej i w tak dobrym towarzystwie, chwili na koniec tygodnia. Mi osobiscie, “ustawiła” ona głowę na cały weekend.

Dzięki uprzejmości naszych współtowarzyszek, po ponad trzech godzinach, spędzonych w tamtym miejscu, wróciliśmy do domu samochodem. Łamiąc przy tym kilka przepisów ruchu drogowego, zajęło nam to 15 minut, ale oszczędziło około 45 minut jazdy komunikacją. Nie wynika to z faktu że nie dalibyśmy rady, bo jesteśmy od zawsze, od maleńkości przyzwyczajeni do jazdy środkami transportu publicznego. I w ramach nie posiadania samochodu, metodykę oraz logistykę poruszania się po mieście mamy opracowaną do perfekcji. Ale wynikało to, z odwagi i dobrego serca M. Gdy wróciliśmy do domu, pozostało nam jedynie umyć się, zjeść jakąś kolację i położyć się spać i bardzo szybko usnąć. Mały spał jak suseł, wybiegany za wszystkie czasy. Co spowodowało, że następnego dnia spał prawie do 10:00. Takie dni jak piatek, to wspaniały czas, ktorego nie zamienił bym na nic innego.

  • 9
  • 1
  •  
  •  
  • 10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *