Idziesz tuż przy dnie

Idziesz tuż przy dnie

Idziesz tuż przy dnie. Tak do siebie mówię, przez ostatnie kilka dni. Ostatni tydzień pokazał mi, że nawet jeśli uważam że jestem dosyć silny i twardy, oraz że potrafię unieść wiele rzeczy. To te wiele rzeczy, w pewnym momencie zaczyna mnie przytłaczać i przygniatać, i tak naprawdę nie jestem w stanie unieść aż tak dużo. Niby prozaiczna rzecz, dziejące się remont. Nie generalny, nie ogromny, nie wymagający wyprowadzenia sie. Prosty zwykły remont łazienki, a jednak też ode mnie dużo wymaga. Znalazłem dobrego człowieka, dobrego fachowca i dobrego jako osoba. Który zrobił, wprawdzie już kończy ten remont za niewielkie pieniądze. Moje możliwosci i mój budżet nie jest aż tak duży, i chcę  żeby się spiął na koniec miesiąca. Musiałem podejść do tego low cost’wo, lecz jednak idąc za powiedzeniem że, biednego nie stać na tanie, to materiały do remontu musiały być jakieś minimalnej jakość. Więc już na etapie kupowania wyposażenia, budżet zaczął się rozciągać straszliwie i nie domykać.

Wracając do meritum sprawy, w momencie kiedy znalezienie, zakup, wybranie, przywiezienie, dostarczenie wszystkich rzeczy które majster mi powiedział że będą potrzebne, było na mojej głowie już  zaczynało brakować mi czasu. Zakup tych rzeczy, które mogłem sam kupić, na których się znałem jako laik remontowy, już stawiał mi wyzwanie i wymagało dużo wysiłku i dużo dobrej logistyki dzialania. Na szczęście mam wokół siebie przyjaciół którzy mi pomagali. Osobiście nie dysponuje samochodem, więc podjechanie do sklepu i zakup kilku kartonów płytek itp. nie jest takim oczywistym. Dodjeżdżasz, wybierasz, wsadzasz do samochodu zawozić do domu. Niby proste. W tym przypadku, żeby nie wydawać na transport dodatkowy, ani na taksówkę musiałem poprosić mojego przyjaciela o pomoc. Zrobił to bez mrugnięcia okiem. Musieliśmy się jedynie gdzieś zgrać, dopasować, godzinowo. On ma swoje zajęcia, swoje problemy, swoją powiększając się niedługo rodzinę, i żeby wykroić kawałek czasu dla mnie, kombinował, a ja musiałem się dostosować. Oczywiście że to zrobiłem, liczy się dla mnie jego pomoc. W takich sytuacjach właśnie, można zobaczyć, kto tak naprawdę jest ci pomocny i jest twoim przyjacielem. W pewien sposób, rzuci to co robi albo odłoży na chwilę swoje obowiązki, i przyjdzie ci z pomocą.

Przez cały tydzień, praktycznie codziennie byłem w jakimś sklepie budowlanym. Okazywało się że, tego brakuje, to nie pasuje, to trzeba zmienić, to ma zły rozmiar i co chwilę tam byłem. Co chwilę prosiłem go o pomoc, a on dzielnie temu stawia czoła. Oczywiście te rzeczy na których ja się nie znałem, dokupował majster. Ale jak bym scedowal na niego jeszcze zakup i wybór innych rzeczy, to zapłacił za to jeszcze więcej pieniędzy. Więc wziąłem to na siebie.

Do tego najważniejsza sprawa, codzienna opieka nad młodym, zaprowadzanie i odbieranie mistrza z przedszkola. Dni które spedzamy razem musiały być jakoś zagospodarowane i wypełnione. Nie chciałem go w ramach rozrywki ciągnąć do marketu budowlanego, choć wiem że to sprawiało by mu wiele radości ale trwało by 3 razy dłużej. Więc zatroszczenie się o młodego, później druga praca po pracy, odstawienie mistrza do mamy i wieczorami ruszanie po materiały. Po powrocie, jeszcze posprzatanie trochę mieszkania, po całym dniu remontu, żeby w jakiejś ludzkich warunkach przespać się do rana.  Do do wyżej wymienionych rzeczy doszła jeszcze jedna, smutna. Moja przysposobiona córcia, bardzo mocno się rozchorowała.  Tak mocno, że wylądowała na chwilkę w szpitalu, i z gorączką podchodzącą do 40 stopni, nie mogła dojść do siebie. Bardzo się o nią martwiłem, jak i martwiłem się o jej mamę. Gdyż ja, już przechodziłem taką sytuację z mistrzem, i to dwa razy. Pierwszą w jego pierwszym roku życia, a drugą jak miał już troszkę ponad 2 lata. Gdy złapał jakąś bliżej nieokreśloną infekcję, i z 40 stopniową gorączką lał mi się przez ręce. Z dreszczami wymiotami  i prawie nieprzytomnego wiozłem go do szpitala. Tragiczne przeżycie. Jest to niesamowicie trudne i ciężkie przeżycie, szczególnie dla młodego rodzica, młodej matki która wcześniej tego nie przechodziła. Dlatego tak bardzo martwiłem się o nich, bo wiedziałem co teraz przeżywają. I z tym wszystkim, doba okazywała się za krótka.

Ktoś może pomyśleć, co to jest. Jednak w tym wszystkim, brak chwili na znalezienie w sobie siły i chęci. Na oderwanie głowy od ciążących i goniących mnie ciągle myśli. Nie pozwalało na to, żebym usiadł i zrobił wpis. Zmęczenie potęgowało irytację, irytacja powodowała złość. Na szczęście udawało mi się, nie okazywać tych skrajnych emocji przy małym. Oczywiście mówiłem mu, że jestem zły jak już w swoim zachowaniu dochodził do granicy mojej tolerancji. Mimo to widziałem po sobie, że w miarę upływu tygodnia, coraz więcej emocji ze mnie wychodziło.

Moje blogowe wsparcie merytoryczne i techniczne, pytało się ciągle, gdzie mój wpis? gdzie mój wpis? A ja zwyczajnie nie miałem siły. Jak widzicie intensywność wpisów spadła, na poczatku były to codzienne posty, jednak ta intensywność okazała się być dla mnie za duża. Postanowiłem że będę pisał 2 razy w tygodniu, ale ten tydzień i jego intensywność nie pozwoliła mi na zrobienie drugiego wpisu. Wiem że możecie powiedzieć, mi to obojętne, mnie to nie obchodzi, to jest jego blog i jego wpisy. Ale jeżeli kogoś uraziłem, brakiem regularnego pisania i brakiem wpisu to przepraszam.

To mi pokazuje, że jestem tylko człowiekiem. Dosyć słabym człowiekiem i zebranie wszystkiego kolokwialnie mówiąc do kupy, jest dla mnie czasem problemem.

Trójka klasowa wystąp…

Ostatnio odbyło się u mojego mistrza w przedszkolu drugie zebranie rodziców, frekwencja jak zwykle nie była powalająca. Nie wiem z czego to wynika, może rodzice uważają że u tak małych dzieci nie ma o czym mówić. Nie ma o czym rozmawiać, nie ma potrzeby poruszać czego kolwiek. Poprostu przyprowadzam dziecko do przedszkola, odbieram i po sprawie. Jednak zebranie trwało półtorej godziny, rozmawialiśmy o swoich dzieciach. O tym czego potrzebują, co jest im potrzebne, co moglibyśmy dla nich zrobić, żeby lepiej im się w tym przedszkolu funkcjonowało. W końcu spędzają tam połowę dnia. Patrząc ze swojej perspektywy, jak ja spędzam w danym miejscu 7, 8 czasami 9 godzin dziennie, to chciałbym żeby to miejsce było dla mnie przyjazne, przytulne, miłe i bezpieczne. Zatem na ten temat dyskutowaliśmy. Została wybrana trójka klasowa, nie chwaląc się powiem że się do niej zaliczam. Trochę w ramach swojej kompulsywność i  chęć zrobienia czegoś dla swojego Synka, nawet za cenę brania kolejnych obowiązków na swoje plecy. Mam nadzieję, że uda nam się w tym trzyosobowym team’ie, dobrze działać na rzecz naszych pociech. Pierwszym wyzwaniem jakie będzie przed nami stało to pasowanie na przedszkolaka i Mikołajki.

Wspaniale się przeżywa takie chwile. Ja dokładnie nie pamiętam, jak u mnie to wyglądało. Poza tym, ja nie chodziłem do przedszkola. Ze mną i moim bratem, mama siedziała do w domu aż nie poszliśmy do podstawówki, do zerówki. Ale pamiętam zabawy mikołajkowe, andrzejkowe i inne. Teraz jako rodzic,  mogę to przeżywać, razem z mistrzem. Właśnie w najbliższy wtorek, mamy z młodym pasowanie na przedszkolaka. To będzie pierwszy ważny dzień w jego życiu, związany z placówką oświatową. Oficjalnie przyjmie role społeczną, będzie już takim pełnoprawnym przedszkolakiem. Jestem z niego bardzo dumny.  Wyzwaniem z tym zwiazanym, jest dla mnie ubranie go na galowo. Panie przedszkolanki powiedziały, żeby dzieci przyszły ubrane na galowo, dla 3-latka co to znaczy? Wydaje mi się że nie w dresie i bluzie. Tylko w jakimś bardziej formalnym stroju, ale wiem że jakoś sobie poradzimy. Ładnemu we wszystkim ładnie, więc mój Syn we wszystkim dobrze będzie wyglądał. Ma to po tacie.

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *