Gdy miło się zacznie

Gdy miło się zacznie

Gdy miło się zacznie, niekoniecznie miło musi się zakończyć. Ale zaczynając od początku. Poprzedni piątek spędziliśmy jak już zazwyczaj bywa, w przemiłym towarzystwie naszych ulubionych dziewczyn. My dwaj, przysposobiona córcia, M i na szybko przygotowany makaron z pietruszką. Jadłem go po raz pierwszy, a już zdobył moje serce. Prosto przez żołądek do… Danie banalnie proste, szybkie w przygotowaniu. A jakie pyszne! Zjadłem chyba największą porcję makaronu w swoim życiu. Po tak pysznym ugoszczeniu, przyszedł czas na deser, na gorącą czekoladę z własnoręcznie robioną bitą śmietaną. Szklaneczki z podkładkami, duża porcja gorącej czekolady i przepysznej zdrowej, nie w sprayu bitej śmietany. Coś pysznego!

Wraz z aspektem kulinarnym, wizyta była bardzo udana. Dzieciaki szalały, bawiły się, aż żal było im przerywać, gdy zbliżył się wieczór i trzeba było pójść do domu. Z takim zapałem i takimi rumieńcami bawiły się w duchy, występy i nawet rzucały piłkami do nas, stojąc na małych stołkach z Ikea. Co odbywało się na granicy bezpieczeństwa, ale sprawiało im największą radość. Trzylatki są niesamowite, mówią, widzą i komentują tak dużo, że czasami jestem pełen podziwu i zdumienia o jakich rzeczach i sprawach mówią. Oraz jaką formą się wypowiadają. Widać, że robią się coraz starsze i coraz mądrzejsze. Jestem z nich niesamowicie dumny.

Tak wspaniale rozpoczynający się weekend, zaowocował różnymi zajęciami. Jednym z nich była, wizyta u babci. Podczas której, postawiłem sobie za cel, nie włączenia ani jednej bajki młodemu ciągu dnia. Udało się to zrealizować. Zajmowaliśmy się wszystkim. Graliśmy w zmodyfikowanego chińczyka, podczas którego, młody znowu chciał pokazywać swoje pierwsze próby oszustwa, aby wygrać grę. Wiadomo iż rzucanie kostką jest zupełnie losowe i przypadkowe. Lecz on w swojej małej psychice zorientował się że, że im większy wynik na kostce, tym szybciej dojdzie do mety. Kilkukrotnie próbował po nieudanym rzucie, przestawić kostkę na większy wyniki. A swoimi słodkimi oczyma, czarował mnie jak mógł. Ustawiając prawie za każdym razem 6, mówił że właśnie tak wysoki wynik wyrzucił na kostce.

W tym tygodniu, oprócz tego że bardzo dobrze bawiliśmy się z naszymi towarzyszkami podróży. Oraz że bardzo miło przebiegał tydzień i jego końcówka. Zdarzyła się jeszcze jedna, przykra niespodzianka. Mianowicie w nocy pękła mi rurka od ciepłej wody, w ścianie z umywalką. Zanim zorientowałem się i usłyszałem że to u mnie. To było już za późno. Gdyż miałem już całą łazienkę i obydwa pokoje w wodzie. Poziom zdenerwowania, złości i już w pewnym momencie niemocy, jaki mnie ogarnął w tej sytuacji, był ponad moje siły. Do godziny czwartej nad ranem zbierałem wodę w mieszkaniu i minimalizowałem dalsze straty. To już kolejne wydarzenie związane z wodą, w tym mieszkaniu. Po wszystkim, siedziałem i pytałem co jeszcze? Jednak po tym wszystkim stwierdziłem, że co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Już od samego rana zacząłem organizować pomoc. Zadzwoniłem do majstra, który wykonywał mi remont. I tego samego dnia rano, w ramach gwarancji pojawił się i zaczął naprawy. Dzięki pomocy moje przyjaciółki, tego samego popołudnia kupiłem i przywiozłem do domu nową szafkę pod zlew. Bo poprzednia uległa całkowitej dewastacji, od temperatury i ciśnienia wody. I w sumie po 24 godzinach od incydentu, miałem wszystko naprawione. Chociaż o czwartej nad ranem, gdy zbierałem wodę z podłogi, nie wyglądało na to, że tak szybko uda się to załatwić.

Wielkimi krokami, zbliżała się impreza urodzinowa mojej przysposobionej córci. Jednak jak to z dziećmi bywa, choroba pokrzyżowała nam plany. A ropne ucho odwołało imprezę. Jednak niektórych rzeczy związanych z imprezą, nie można już było odwołać. Jedną z nich był tort, który z M zamówiliśmy u jednej pani z Facebooka. Robi ona naprawdę bajeczne rzeczy z marcepanu. Mimo tego że goście zostali odwołani, notabene część dziecięcych gości sama się odwoła. Bo też się rozchorowała. Tort już się robił. Na szczęście my z młodym wytrwaliśmy, jako jedyni którzy się nie rozchorowali.

W piątkowy wieczór, wykorzystując chwilę że młody jest ze swoją mamą, pojechałem odebrać to cukiernicze dzieło sztuki. I dużo się nie pomyliłem, bo gdy zobaczyłem ten tort, przed zapakowaniem go w pudło, zostałem zauroczony. To co zostało zrobione i jak ślicznie ten tort wygląda, sprawiło że aż byłem w szoku. Tematyka Świnki Peppy w połączeniu z blado różowym kolorami, kolorowymi wiatraczkami i uroczymi gwiazdeczkami i malutkimi prezencikami z marcepanu, stworzyły przepiękną kompozycje. Która każdego by chwyciła za serce. Bardzo się ucieszyłem że to tak dobrze wyszło, gdyż poniekąd ja namówiłem M do skorzystania z usług pani cukierniczki. Chociaż sam wcześniej u niej nic nie zamawiałem, a jedynie bazowałem na opiniach ludzi którzy już korzystali. I w samych superlatywach wypowiadali się o osiągnięciach cukierniczych Sweet Atelier.

 

Co się odwlecze, to nie uciecze. Gdy młoda odchoruje swoje, pojedziemy z Mistrzem do jubilatki i damy jej prezent, który kupiliśmy. Mam nadzieję, że bardzo się jej spodoba i że będzie on wielką niespodzianką. Aby nie było jakiejś wielkiej rozpaczy i smutku, u któregoś z moich dzieci, oczywiście zakupiłem podwójne prezenty. Chciałem aby obydwoje mieli taką samą radość skorzystania i zabawy prezentem. Może jest to troszkę nie wychowawcze, jednak w tym przypadku traktuje ich jako swoje dzieci. Wiec chcę im dać po równo, to co dobre i to co sprawi im radość.

Weekend przebiega pod znakiem powolnych, spokojnych wycieczek. Odwiedziliśmy prababcię, u której dawno nie byliśmy z powodu jej wyjazdu do innego miasta na operację, i późniejszą rekonwalescencję. Oraz standardowo odwiedziliśmy babcię, u której spędziliśmy popołudnie pełne zabawy, wygłupów, śmiechu i radości. Postanowiłem w te wolne dni, nie przeciążać młodego za bardzo, bo troszkę pokasłuje i ma lekką temperaturę. Lepiej zapobiegać, niż potem przez tydzień lub dwa być chorym. Dzisiejszy poranek zaczął się na nie. Nie te spodnie, nie to śniadanie. Nie ta kurtka, nie te buty. Wszystko co się działo było na przekór. Bardzo dobrze go rozumiem. Czasami też mam takie dni, że wszystko jest na nie, i najlepiej nie ruszał bym się z domu. Lecz widzę też, że dzieje się tak z młodym, gdy nie ma wyznaczonych wyraźnych granic. Gdy zostawi mu się, trochę za dużo swobody w decydowaniu. Wtedy dochodzi do sytuacji, w której w jednej minucie chce robić dwie przeciwstawne rzeczy. Jak się zarządzi jego czasem i rzeczywistością, zawężając możliwość wyboru do minimum, wtedy wraca decyzyjność i swoboda zachowania. W przeciwnym razie widać, jak młody jest bardzo pogubiony. Nie każdy jest w stanie to zrozumieć, że czasem dzieckiem trzeba zarządzić i zadecydować za nie, dla jego emocjonalnego bezpieczeństwa.

  • 9
  •  
  •  
  •  
  • 9
    Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *