Mój pełnoprawny przedszkolak

Mój pełnoprawny przedszkolak

Mój pełnoprawny przedszkolak, przeszedł ostatnio ceremonie pasowania na przedszkolaka. To była niesamowita chwila. Siedziałem w tych malutkich krzesełkach i obserwowałem. Jak pierwszy raz w swoim życiu, młody bierze udział w recytowaniu wierszyka. Jak pierwszy raz w swoim życiu, bierze udział w odśpiewaniu piosenki. Jak pierwszy raz w swoim życiu, publicznie tańczył z kimś w parze. To było niesamowite i bardzo emocjonalne, obserwowanie jego jego zachowań. Słodziutki mały chłopczyk ubrany na galowo, lecz wciąż casualowo w grupie swoich rówieśników. Przed wejściem wszystkich rodziców na salę, panie poprosiły żeby na początek weszły tylko dzieci. Usadowiły ich na krzesełkach, wytłumaczyłem jak będzie wyglądał występ, i teraz co będą robić. Przypomniały kilka słów piosenki, wierszyka i ustawiły dzieci w szeregu.

Gdy wybiła  godzina występu i całej wzniosłej uroczystości, Panie zaprosiły rodziców do środka. Każdy zajął swoje wywalczone z trudem miejsce. Wszyscy chcieli trafić do pierwszego rzędu, żeby móc oglądać swoją pociechę, robić zdjęcia i nagrywać swoje dziecko na telefonie. Mi się akurat udało, załapać do drugiego rzędu, z którego też miałem piękny widok na cały występ. I przy okazji bardzo duża możliwość robienia dobrych zdjęć. Była to dla mnie tak wzniosła sytuacja, że łzy same mi się cisnęły do oczu. To było takie słodkie, to było tak piękne i nieporadne, że aż miło się to oglądało. Przejęcie, zadowolenie i radość w jego oczach, gdy zerkał w moją stronę podczas swojego występu, powodowało moją ogromna dumę.

Obserwując inne dzieci i innych rodziców, zauważyłem podział na dwie grupy. Na rodziców z radością obserwujących swoje dzieci, na pierwszym występie. Cieszących się z ich nieporadności, zagubienia i będących pełnymi dumy. Oraz na grupę rodziciel, którzy bacznie obserwowali swoje dziecko, jakby właśnie przechodziło przesłuchanie do moskiewskiej szkoły baletowej. Są to ci najbardziej aktywni rodziciele, dopytujący się o dodatkowe zajęcia dla swoich małych karierowiczy. Rodzice ci i ich spojrzenie, było jak krytycy, którzy dadzą lub nie dadzą promocji, do występu na następnym przedstawieniu. Zdarzyła się dość przykra, lecz bardzo symboliczna sytuacja. Jedno z dzieci, córka rodziców przesiąknięty chorą niezdrową ambicją, podczas występu nie wytrzymała presji sytuacji. Widać było, że nie wytrzymuję całej otoczki tej sytuacji i tragicznie się rozpłakała. Zaczęła wręcz szlochać. Od razu wyobraziłem sobie to dziecko, i jej matkę na rozmowie w domu przed występem. Mówiącą do niej srogim głosem, masz wypaść dobrze. Będę z ciebie dumna, jak wypadniesz dobrze. Od tego występu zależy twoja przyszłość. Oczywiście nie były to takie słowa, ale wydaje mi się że mogli wywrzeć na niej presję pewnego rodzaju. Której poprostu, nie wytrzymała. Żal mi się zrobiło tej dziewczynki, gdy większość występu stała przytulona do pani przedszkolanki i płakała. Może źle oceniam tą sytuację, ale widząc i wiedząc jak zachowuje się jej mama, podejrzewam że mogło tak być.

Nasz problem galowego ubioru, rozwiązał się bezboleśnie. Mistrzu założył ładną czerwoną koszulę w kratę, do tego dżinsy z podwójnie podwinięta nogaweczką na dole, i na to kamizelka od marynarki. Wyglądał prześlicznie, taki mały przystojny mężczyzna. Kilkoro rodziców, poszło w stylu typowo galowy. Białe koszule, granatowe spodenki, buty pod kolor. Stwierdziliśmy, że jednak taki ubiór będzie bardziej pasował. Młody jeszcze zdąży w swoim życiu, nanosić się garnituru. A naukę elegancji i gustu można już zaczynać od teraz, ubierając go w ten sposób, a nie wciskając go w szkolny drelich.

Ja osobiście, nie miałem wzoru elegancji i dobrego ubierania się, jako syn. Gdyż mój ojciec, chodził w byle czym, byle grzało w plecy. A żadnego innego męskiego wzoru nie miałem, takiego który by nosił koszule, krawaty, marynarki, ładne buty. Tego wszystkiego gdzieś uczyła mnie mama. Która wpajała mi od małego, jakąś estetykę, smak i styl. Nie zawsze było to widać, w tym co ubierałem, ale tragicznie nie było. A całej reszty podstaw dobrego look’u i dobrego wyglądu nauczyłem się sam. I mam nadzieję że po dziś dzień, mi to wychodzi. Takie same rzeczy chcę przekazać młodemu, że mężczyzna nie musi mieć na sobie nie wiadomo jak drogich i szykownych ubrań. Można być eleganckim bez tego. Podstawą są czyste, wyprasowane rzeczy i przedewszystkim czyste buty. Prawdziwy mężczyzna powinien mieć zawsze, ale to zawsze czyste buty. Mogą być to stare buty, ale zawsze powinny być czyste. Nawet jeżeli są to zwykłe trampki, noszone na codzień to i tak powinny być czyste. Więc tak ja pokazuje młodemu, że dbanie o siebie swoją tężyznę fizyczną, wygląd zewnętrzny, o czystość i higienę osobistą jest ważne. Mycie się, myciem zębów, czesanie się, golenie się, niby prozaiczne rzeczy ale bardzo ważne. Jeśli ja go tego nie nauczę, to kto? Mój wzór męskości wyglądał dosyć specyficznie, przez wiele lat widywałem ojca który, wstawał ubierał się i wychodzimy do pracy. Nie myjąc się, nie jedząc śniadania, tylko paląc papierosa i pijąc czarną bardzo mocną kawę. Gdy młody chłopak obserwuje coś takiego, przez wiele lat. Myśli sobie, o tak tak właśnie wygląda męskość. Tak właśnie wygląda bycie facetem. A okazuje się że to nieprawda. A dbanie o siebie jest także męskie. I nie musi być synonimem bycia narcyzem, lub pustym lalusiem.

 

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *