Mów pytaj słuchaj

Mów pytaj słuchaj

Mów pytaj słuchaj. Trzy czynności, które wbrew pozorom nie są takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Przekonuję się o tym, każdego dnia. Gdy zderzam się, z coraz silniejszą osobowością młodego. Który ucząc się Siebie, potrzebuję mnie jako lustra. Odbicia w którym będzie mógł zobaczyć jak sie zachowuję i jak to wpływa na otoczenie, w ktorym funkcjonuje. Nie jest łatwo, gdy trzylatek próbuje postawić za wszelką cenę na swoim i używa przy tym, całego arsenału zachowań i reakcji jakie zna. Krzyk, płacz, obrażanie się, zamykanie się w pokoju, zawracanie uwagi. Na szczęście większość tych zachowań, nabył z obserwacji innych dzieci, niż zaobserwował u mnie lub u swojej mamy.  A takie sytacje zdarzają się nader często. To jest swojego rodzaju, emocjonalne przeciąganie liny, lub jak kto woli emocjonalne zapasy. W których pragnę aby wygrane były obie strony. Albo żeby nastąpiło zawarcie kompromisu. Gdyż pozorne zwycięstwo mógł bym jedynie osiągnąć wychodząc z poziomu przewagi nad młodym. A nauką dla mnie i dla małego będzie wspólne zrozumienie i uczenie się od siebie.

Staram się spokojnie, i w stonowany sposób mówić do bombla. Schodzę do jego poziomu klękając, jestem blisko. Mówię głosem spokojnym, bez napiecia i podniesionego tonu. Z uwaga i ostrożnością wypowiadam wszystkie słowa i zastanawiam sie nad ich konsekwencjami. Gdy tylko do mistrza trafiam, ze swoją wypowiedzią i gdy mamy przestrzeń na rozmowę, to ją kontynuuje. Jeśli nie, to nie robię nic na siłę. Nie mówię aby dać wykład. Bo wychodzę z założenia że lepszy przykład, niż wyklad. Staram się przekazywać mu swój sposób postrzegania i zasad, które są stałe dla kazdego, bez wzgledu na wiek i obowiązują w naszym domu. Które właśnie tu i teraz, są odpowiednie i bezpieczne. Wartości które chciałbym, aby z danej sytuacji wyciągnął i zasymilował. Aby mógł je wykorzystać w przyszłości, w zdrowych relacjach. O które w przyszłości, może być trudno jeśli nie dostanie solidnej podstawy.

Gdy widzę że to co mówię, nie jest do końca zrozumiałe. Lub gdy jest zbyt abstrakcyjne, wtedy zaczynam zadawać pytania. Dostosowane do poziomu i percepcji małego. Pytam się, jak się czuje. Jakie ma w sobie emocje i czy chcę mi powiedzieć. Czesto podpowiadam młodemu jak można się czuć w danej sytuacji, a on wybiera sobie tą odpowiednią z wachlarza możliwości. Narazie jest to mój zestaw emocji, lecz z czasem pojawi sie jego własny zasób, z ktorego będzie korzystał opisując jak się czuje. To długa droga, lecz bardzo ważna, gdyż bez tego nie poradzi sobie w przyszłości. I nie zbuduje relacji opartej na, szczerości i otwartości.

Czasem nie pomaga mi w realizowaniu takich rozmów, moje za intensywne tempo życia, brak czasu na cokolwiek. Powstaje taka sytuacja, taki klincz, w którym poziom zmeczenia i ilość spraw na głowie, nie pozwala mi na cokolwiek. Zapominam o tych trzech słowach, mów pytaj słuchaj i zaczynam się izolować. Izolacja wzmaga zmęczenie. A to zmeczenie nie pozwala mi rozwijać skrzydeł emocjonalnych i mentalnych. I prosta rozmowa potrafi zakończyć się sytuacją konfliktową. Lub mały problem przeradza się w moich oczach, w sytuację nie do rozwiazania. Taki stan sie kumuluje i nie pozwala na pożądane zajęcie się sobą, ani na zajęcie się młodym, ani na planowanie i rozmyslanie o dniu jutrzejszym. Tylko starcza mi sił na codzienność, na poziomie minimum.

Filiżanka kawy z podkładką, a w niej zamkniety cały świat, przychodzi wtedy z pomocą. Rozmowa, usłyszenie siebie, wymiana myśli, zrozumienie, spokój i dobre słowo. Kilka niby takich drobnych, a jakże wielkich rzeczy. Rzeczy które potrafią mnie postawić na nogi. Jak porcja mocnej kawy.

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *