Na ślepo przez pasy

Na ślepo przez pasy

Chodziłem przez nie, na ślepo przez pasy. Cały czas oczywiście na zielonym świetle, gdy jeszcze była tam sygnalizacja. Tak było z przejściem dla pieszych pod moim blokiem. Sądziłem że tak, jest najlepiej przez to przejscie przechodzić, bo nie znałem alternatywy. Na emocji, na żywioł. Teraz z nadzieją i zaufaniem do ludzi, mogę wkroczyć na ulicę i nie bać się że mnie coś przejedzie. Z wdzięcznością zejść z pasów i podziękować za możliwość przejścia. A wynika to z tego, iż kilka dni temu, samochód prowadzony przez niezbyt trzeźwego kierowcę, przejechał stację zawiadującą sygnalizacją świetlną. I przez ostatnie kilka dni, nic nie kontroluję życia na skrzyżowaniu. W myśl zasady, że system który sam się reguluje, ma szansę na dobre działanie. A zewnetrzna kontrola, upośledza działanie jednostki systemu.

W związku z tym kierowcy i piesi muszą się bardzo pilnować. Musieli przejąć odpowiedzialność, za sytuację na siebie. Nie mogli nadal opierać się, jedynie na trzech kolorach. Przejście przez pasy, wymaga myślenia, odpowiedzialności i uwagi. Przejechanie samochodem skrzyżowania, wymaga zwolnienia i uważnego obserwowania innych uczestników ruchu drogowego. Współdziałanie w ramach tego skrzyżowania wymaga patrzenia na innych, ustapienia kiedy jest taka konieczność, i bycia zdecydowanym, gdy tego potrzeba. W momencie gdy, poruszaniem się po tym odcinku drogi, zawiadywały światła. Zwalniało to ludzi, z myslenia, z bycia otwartym na innych, i patrzenia do okoła siebie. To zupełnie jak w życiu. Gdy idę wyznaczoną koleiną, wtedy nie dostrzegam, kto mnie mija. Musze podnieść głowę, ponad schematy. Bo może właśnie teraz, przechodzi obok mnie największe szczęście mojego życia.

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *