Nowy dzień nowa choroba

Nowy dzień nowa choroba

Nowy dzień nowa choroba. Minął kolejny tydzień, intensywny tydzień, pełen obaw, pełen niepewności i chodzenia po lekarzach. A co najważniejsze, pełen siedzenia w domu. Mistrzu od tamtej niedzieli, żeby nie powiedzieć że znowu, ale jest chory. Przyniósł z przedszkola infekcję, z którą borykamy się pierwszy raz, a mianowicie przyniósł szkarlatynę. Wszystko zaczęło się od tamtej niedzieli. Gdzie przez weekend, z prawie 39 stopniową gorączką walczyliśmy w domu, przy pomocy leków przeciwgorączkowych. A potem pojawiły nam się jakieś niespecyficzne krostki.

Po konsultacji ze swoją przyjaciółką, czyli mamą mojej przysposobionej córci. Która jako pierwsza w sumie postawiła diagnozę, że może być to szkarlatyna. W co ja do końca nie chciałem wierzyć. Gdy to okazało się być prawdą, targany niepewnością i obawami, co to może tak naprawdę być. Chciałem wieczorem jechać z mistrzem na nocną pomoc lekarską, która w obecnych czasach nie wiadomo gdzie się znajduje. Więc moim pierwszym wyborem był szpital, gdzie jest oddział pediatryczny. Jednak młody ładnie zareagował na leki przeciwgorączkowe i nie miał żadnych nowych objawów, więc stwierdziłem że pójdę z nim, nastepnego dnia rano czyli w poniedziałek, do zwykłej przychodni.

6 rano, to dla mnie świt

W mojej dzielnicy, przychodnie jeszcze rządzą się starymi zasadami. Czyli jeżeli chcesz się dostać, danego dnia do lekarza, musisz przyjść o 6:00 rano pod przychodnie. Zająć kolejkę i liczyć na to, że jeszcze kilka numerków do pani doktor pediatry złapiesz. Tak też zrobiłem, bo dzwoniąc do punktu obsługi pacjenta, dowiedziałem się że mogę wizytę zamówić dopiero na środę albo czwartek. Co trzymałoby mnie wciąż w niepewności i obawie, a młodego bez leczenia. Wracając do tego co działo się poprzedniego wieczora, moje dziecko do konca zdiagnozował wujek Google. Wpisałem wszystkieg objawy w wyszukiwarkę i momentalnie wypluło mi diagnozę. Na szczęście, jestem osobą świadomą i nie biorę wszystkiego co czytam w internecie za pewnik. Tylko filtruje to, przez swoje doświadczenie i zdrowy rozsadek. Na bazie tych danych, doszliśmy do tego że jest to szkarlatyna stu procentowa. Już z zmniejszą obawą, doczekałem do następnego dnia rano. Pani doktor, po 40 minutowym spóźnieniu, gdy już zobaczyła młodego, nawet nie musiała go rozbierać do badania. Tylko zobaczyła go, i stwierdziła że jest to szklarlatyna. Oraz że czeka nas tydzień, a dokładnie 10 dni na antybiotyku. Od razu po wizycie u lekarza, poszliśmy kupić antybiotyk i całą obstawę do niego. Na szczęście leki okazały się być trafione i bardzo szybko zauważyłem reakcje. Temperatura przestała rosnąć, podawanie leków przeciwgorączkowych nie było już konieczne. A cała reszta objawów zaczęła się wycofywać.

W poniedziałek zostałem w domu. Wziąłem dzień opieki na młodego. W wyniku tego, spędziliśmy calutki dzień ze sobą. Począwszy od malowania, lepienia z plasteliny, tańczenia, śpiewania, po oglądanie bajek, po spanie. Tyle zajęć w ciągu tego dnia, udało nam się zmieścić. Mistrzu mimo tego że był chory, to i tak miał pełno energii, i pełno siły do działania. On ma niespożyte pokłady energii i kreatywności.

Gdy jestem już przy chorych dzieciach, nie mogę nie wspomnieć o najlepszej koleżance mojego dziecka, która też przez cały tydzień boryka się z jakąś infekcją. Objawia się ona wysoką gorączką, brakiem apetytu, apatią. Przez to też, przez większość czasu w tym tygodniu, nie była w przedszkolu. A co za tym idzie, młody ze swoją narzeczoną nie widzieli się od jakiegoś czasu. Mam nadzieję że to się niedługo zmieni. Bo brakuje nam tych piątkowych spotkań.

Pracujesz masz, nie…to nie masz

Dzisiejsza rzeczywistość zatrudnienia i pracy, powoduje że branie zwolnień na chore dzieci, owocuje tym, że mało się zarabia. A jak wiadomo, pieniądze do funkcjonowania są potrzebne. Więc staraliśmy się z matką mojego dziecka, podzielić się opieką nad młodym. Tak jak różnie się układają relacje między nami, i nie zawsze udaje się dojść do zgody i znaleźć jakiś wspólny język. Tak tutaj udało się znaleźć porozumienie. Aby obie strony mogły zapewnić opiekę dziecku, jak i żeby obie strony mogły pójść do pracy. Straszne to jest, że trzeba wybierać między udzieleniem opieki, poświęceniem czasu choremu dziecku, a zarabianie pieniędzy. W zwiazku z tym, że nie mamy zbyt dużej możliwości zapewnienia młodemu opieki ze strony członków naszej rodziny, musimy sobie radzić tymi zasobami które mamy, czyli z naszej dwójki.

Mam nadzieję że to doświadczenie i ta sytuacja, pozwoli niektórym wyciągnąć z tego jakaś nauczkę i lekcję na przyszłość. Że priorytetem będzie młody i opieka nad nim, a nie dążenie do zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa finansowego. Wbrew pozorom jest ono ważne, bo buduje też to poczucie  ogólnego bezpieczeństwa, ale nie za wszelką cenę. Takie kryzysowe sytuacje, pokazują mi, jaki jest mój system wartości i co jest dla mnie ważne. A co jest ważne, dla matki mojego dziecka. A wyraźnie widzę że to są dwa różne bieguny, i dwie różne rzeczy.

Pierwsza zabawa

Bardzo chciałbym, żeby młody w zbliżającym się w tygodniu, poszedł już do przedszkola. Czeka go pierwsza w jego życiu, zabawa andrzejkowa. Wczoraj byliśmy na chwilę w sklepie, w poszukiwaniu jakiegoś kostiumu. Gdy pytałem się małego, za kogo chciałbyś się przebrać, powiedział że za Ranger Roba, czyli za postać z jednej z bajek które ogląda. Akurat w tą postać będzie go trochę trudno przebrać, bo nie mam dostępu do takiego kapelusza, i do takiego ubioru. Jest to postać będąca strażnikiem kanadyjskiego Parku Narodowego. Za to mam dostęp do starego kapelusza, przypominająca kapelusz kowbojski, prawdziwy porządny kapelusz. Do tego dobrać koszule, odznakę szeryfa i może uda się stworzyć coś pośredniego.

Poza zabawą andrzejkową, młody będzie miał zapowiedziane już jakiś czas temu mikołajki, z wizytą prawdziwego Mikołaja. Ciekawe jak mistrzu, na niego zareaguję i co z tej wizyty zapamieta. Prezenty już prawie są kupione, w przyszły piątek w ramach integracji trójki klasowej i reszty rodziców. Zamierzamy spotkać się w kilka osób i wspólnie pakować prezenty dla naszych pociech. Pakowanie ma się odbywać w zaprzyjaźnionej restauracji, więc sądzę że, będzie się odbywać ono z jakimś poczęstunkiem. Mam nadzieję że, nie przerodził się to, w typowo Polską integrację. Chociaż, co poniektórym zbytnio przejmującym się i nastawionym na sukces rodzicom, napewno by się to przydało.

Zobaczymy co przyniesie poniedziałek i nastepny tydzień. Już teraz wiem, że koleżanka mistrza, kolejny tydzień przesiedzi w domu na anyubiotuku. Kiedy to się skończy?

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *