Święta na całego

Święta na całego

Święta na całego, ale na spokojnie i z klasą. Właśnie jesteśmy po dwóch intensywnych, ale pełnych i bardzo szczęśliwych dniach. Chwilach pełnych  zadowolenia, radości i bliskości. Wszystko zaczęło się kilka dni wcześniej, gdy byliśmy z młodym, jak to czasem w “piątkowy” piątek bywa, u naszych przyjaciół. Spędzaliśmy wszyscy wspaniałe przedświąteczne popołudnie. Ugotowaliśmy razem z dziećmi przepyszny obiad. Młody tarł z Mała parmezan na tarce, odbierali cebulę, mieszali boczek na patelni. Zadania były rozdzielone i wykonywane, pod czujnym i czułym okiem M. Makaron Carbonara w wersji autorskiej robiony 2-gi raz w życiu, wyszedł przepyszny. Normalnie palce lizać, a wiem co mówię bo to mój ulubiony makaron. Później wspólnie posprzątaliśmy, zajęliśmy się zabawą, i przygotowaniem do wypatrywania Mikołaja.

To był nasz pierwszy raz, w tym roku kiedy chcieliśmy zobaczyć Mikołaja. Przez okno w pokoju mojej przysposobionej córci, próbowaliśmy dostrzec i złapać na gorącym uczynku tego brodatego grubaska. Patrzyliśmy w trójkę przez okno, czy aby już Mikołaj przyleciał ze swoimi pełnymi saniami. Nasłuchiwaliśmy, czy jedzie i czy dzwonią dzwonki przy jego saniach. Nagle okazało się że chyba już był, a my go nie zobaczyliśmy. Więc poszliśmy zobaczyć pod choinką, czy naprawdę był i czy przyniósł prezenty. Okazało się że tak. Przyniósł prezenty dzieciom, jak i dorosłym, było przy tym dużo radości i zaskoczenia w oczach dzieci, że nagle pojawiły się prezenty pod choinką, tam gdzie przed chwila było pusto. Wspaniale buduje się taką legendę, historie Świętego Mikołaja przynoszącego prezenty. Mam nadzieję, że uda mi się podtrzymywać to w mistrzu jak najdłużej. Żeby czuł tą magię, urok choinki, ekscytację niespodzianki i oczekiwania.

Dzień Wigili, w taki dzień bardzo chcę aby młody miał możliwość pełnego przeżywania i uczestniczenia w tych świętach. Aby mógł poczuć rodzinność, i atmosferę wzajemnych dobrych relacji. Gdyż w sumie w tych świętach o to chodzi. A nie o stół, który ugina się od jedzenia, a ludzie ze sobą nie rozmawiają albo są na siebie wściekli. Postanowiliśmy zrobić wspólne święta,  u mojej mamy. Pamiętając o tym, że liczy się spotkanie i dobre wspomnienia. Mama przygotowała bardzo dobrą kolację wigilijną. Była pełna symbolika, sianko pod obrusem, opłatek, choinka i gotowe odpowiedzi, w razie pytań o ich znaczenie. Podzieliliśmy się opłatkiem, złożyliśmy sobie życzenia, nawet szczere później usiedliśmy do stolu i zjedliśmy z umiarem kolację. A po jakimś czasie, zaczęła się właściwa “akcja Mikołaj”.

Zaprosiłem młodego i moją Bratanice do jednego pokoju, stanęliśmy przy parapecie i patrzyliśmy przez okno. Zaczęliśmy obserwację nieba, w poszukiwaniu pierwszej gwiazdki i nasłuchiwanie czy może już jedzie Mikołaj. Miałem pod ręką, przygotowane wczesniej dźwięki Mikołaja, i odgłos dzwoniących dzwonków, oraz każdemu znany głos wołający HoHoHo. Dzieciaki z namaszczeniem wpatrywały się w okno i w niebo nad budynkami. Pytałem się co chwilę, czy już go widzą, czy już przyleciał?Z takim przekonaniem i pewnością w głosie to robiłem, że w pewnym momencie usłyszałem, że obydwoje zobaczyli Mikołaja. Włączyłem te głosy, moja bratowa trzasnęła nagle drzwiami. Spojrzałem na dzieci i mówię, słyszeliście chyba był już u nas, ale jednak już wyszedł. Weszliśmy szybko do pokoju z choinką, w którym było przygaszone światło. Zapaliliśmy światło, i wszystkim ukazały się prezenty. Leżały pod choinką i czekały na wlascicieli. Młody był lekko zdezorientowany, w tym co się dzieje. Widziałem że nawet chciał iść w stronę drzwi, chciał iść za Mikołajem. Jednak skupił się pakunkach pod choinką. Zacząłem rozmawiać z Mistrzem, czy oczekuje znaleźć to, o czym napisał w liście. Czyli w końcu, przy tej właściwej wizycie, zdalnie sterowanego robota. Powiedział że tak, że bardzo by tego chciał, i zaczęliśmy odpakowywanie, a wręczę rozrywanie papieru pakowego, który był na prezentach.

Mikołaj spełnił jego marzenie, w jednym z pudełek był długo wyczekiwany roboty. Jednak w całym ferworze przedświątecznym, zapomniałem o tak prozaicznej rzeczy, jak baterie do robota. Na szczęście, nieopodal naszego domu jest stacja benzynowa. Na którą poszła mama młodego i kupiła baterie do wszystkich zabawek. Gdy nastąpiło włączenie długo wyczekiwanego prezentu, rozpoczęło się istne szaleństwo. Mówiący, ruszający się, grający i tańczący robot znalazł się w centrum zainteresowania wszystkich. Grał, hałasował, do tego dzieciaki próbowały przekrzyczeć robota i grające w tle kolędy. Istne szaleństwo! Ale tyle szczęścia, uśmiechu i zadowolenia, ile widziałem na twarzy młodego było warte każdej chwili przygotowań.

  • 11
  •  
  •  
  •  
  • 11
    Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *