Ten patrol z kartonu

Ten patrol z kartonu

Ten patrol z kartonu, nie porwał nas wcale. Chociaż pojechaliśmy tam, z naszą największą otwartością, jak i najlepszymi chęciami. Pojechaliśmy z młodym, z moją przysposobiona córcią i M, na event dla dzieci, zorganizowany w jednym z centrów handlowych, na terenie naszego miasta. Wydarzenie zorganizowane było, pod hasłem weekend z psim patrolem. Nauczeni zasłyszanym doświadczeniem z zeszłego roku, szykowaliśmy się na naprawdę wielki ogrom ludzi, chcących wziąć udział w atrakcjach. Gdyż M, będąc w tamtym roku na podobnym wydarzeniu, nie mogła przedrzeć się do żadnego ze stoisk, bez odstania swojego w ogromnej kolejce. W tamtym roku, event był pod patronatem Świnki Peppy i myśleliśmy że Psi Patrol, też będzie budził takie zainteresowanie. Jednakże po przybyciu na miejsce okazało się, że moc atrakcji nie jest aż taka duża. Zastaliśmy kilka stendów z bohaterami z kreskówki. Dwóch ludzi przebranych w kostiumy piesków z Psiego Patrolu, z którymi można było sobie zrobić zdjęcie, stojąc w tym celu w giga kolejce. A poza tym nie działo się nic ciekawego. Moje oczekiwania względem tego wydarzenia, były trochę większe, niż to co zastałem, a i tak doceniałem to co było.  Mimo to, szukaliśmy w tej chwili samych pozytywów, i zachęcającą młodego do udziału w każdej z zabaw, posiedzieliśmy tam chwilę. Po pewnym czasie, stwierdziliśmy że trzeba się ewakuować.

M zaproponowała żebyśmy poszli do sali zabaw, która znajdowało się 3 piętra wyżej. I która rzekomo, okrzyknięta jest największą salą zabaw w naszym mieście. Jednakże okazała się być małą i nie taką tanią. A obok prawdziwego placu zabaw, nawet nie stała. Jednak Ja z Mistrzem, jako ludzie którzy cieszę się z tego co dostają od losu. A z tego co napotykają, potrafią wyciągnąć to co najlepsze, bawiliśmy się tam najlepiej jak umieliśmy. Dzieciaki biegały po wszystkich dostępnych tam atrakcjach. Jednak jedną z najciekawszych, a raczej czymś zupełnie nowym, był mikro diabelski młyn. Dostępny był dla dzieci, w każdym przedziale wiekowym. Z czego ochoczo skorzystali M, Mistrzu i Córcia. Jednogłośnie zechcieli pojeździć na nowej atrakcji, gdy ją tylko ujrzeli. Mnóstwo radości, zadowolenia, uśmiechu, machania rękami było podczas tej przejażdżki.

Z tamtąd udaliśmy się do małpiego gaju. Gdzie poszli w trójkę pobiegać, po wszystkich zakamarkach. Jednakże w tamtym miejscu było sporo większych dzieci, które swoim rozmiarem i prędkością biegania stanowiły zagrożenia dla naszych maluchów. Stwierdziliśmy więc, że udamy się do strefy dla mniejszych dzieci. Tam nasze pociechy bawiły się już spokojnie i bezpiecznie ze swoimi rówieśnikami. My w spokoju siedzieliśmy, piliśmy herbatę zimową, i podjadaliśmy dzieciakom, ich ulubione belgijskie frytki. Gdy już nastał wieczór zapakowaliśmy się do samochodu i wróciliśmy do domu.

Dzień wcześniej, okoliczności zabawy nie sprawiły nam figla, lecz zrobili to sami uczestnicy. Gdyż młoda w piątek, miała w przedszkolu bal karnawałowy, który odbywał się w czasie drzemki. Co zaowocowało tym, że nasze popołudnie spędzone w czworkę, w znanej już nam klockowni , zakończyło się awarią małego systemu. Czyli wielkim płaczem, który profesjonalnie i kompetentnie został opanowany. Nastepnie ciągłym przytulaniem się i w końcu odcięciem zapłonu i drzemką. Wiec planować można, a i tak przy dzieciach, niewiadomo jak dzień się zakończy. Morał z tych dwóch dni płynie taki. Nieważne gdzie spędzasz czas, lecz z kim spędzasz ten czas.

  • 10
  • 1
  •  
  •  
  • 11

1 Komentarz o “Ten patrol z kartonu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *