Tydzień na spokojnie

Tydzień na spokojnie

Tydzień na spokojnie, i oby tak dalej. Mimo tego że młody cały tydzień siedział w domu, i był to czas przeplatany kaszlem, lekkim zapaleniem oskrzeli oraz glutem przecinającym warge, był to miły czas. Dzięki temu że mistrzu siedział w domu, mieliśmy sporo czasu, aby zgłębiać tajniki gier plansowych, zabaw i różnorakich form spędzania czasu razem. Czasem trzeba było modyfikować ogolnie przyjęte zasady gry, aby zainteresować młodego zajeciami. Najlepsza zabawa pojawiała się wtedy, gdy mały wymyślał swoje reguły i za wszelką cenę, chciał je na mnie wymusić. Mimo mojego początkowego oporu, po pewnej chwili ulegałem. Tłumaczą że zmiana zasad w trakcie gry, jest niedopuszczalna, lecz nie niemożliwa.

Wolna chwila, bez chwili wolnego

Każdą wolną chwilę, której nie poświęciłem Mistrzowi, starałem się wypełnić najbardziej jak umiałem. Spotkaniem z bliską mi osobą, chociaż rzeczywistość i ograniczenia czasowe w tej materii są bezlitosne, a liczenie baranów to czasem stanowczo za mało. Dodatkową pracą, której jest nie mało i dobrze, lub zgłębianiem tajników i meandrów nowych przepisów. Nie chciałem dopuścić do sytuacji, w której na wieczór stojąc przed lustrem, mógłbym powiedzieć do Siebie, mogłeś tu lub tam “być bardziej”. Spora ilość zajęć, nie stanowi dla mnie problemu gdy, moje nastawienie do życia jest pozytwyne. Gdy rozpoczynam kolejny dzień, ze słowami: “To bedzie dobry dzień”. Bardzo ważną sprawą, we wstawaniu pozytywną nogą z łóżka, jest poczucie wdzięczności. Poczucie wdzięczności, za to co mnie dzisiaj spotka. Trudną sztuką jest być wdzięcznym z samego rana, za to co mnie spotka przez cały dzień. A nie jak zazwyczaj ludzie robią, dopiero po przeżyciu całego dnia, stwierdzają że mogą być wdzięczni, za to co ich spotkało. Już jakiś czas temu nauczyłem się tej sztuki i powiem każdemu, że warto spróbować.

Dzień Babci i płacz

Tydzień zakończył Dzień Babci. Więc postanowiliśmy pojechać z młodym, do jedynej babci jaka nam została, czyli do mojej Mamy. W drodze, która odbywała się bez użycia wózka, i w komunikacji miejskiej, gdyż odzwyczajam młodego od jazdy w wózku. Doszliśmy po wspólnej dyskusji, jakie kwiatki kupimy babci. Stanęło na ciętych, żółtych kwiatkach. Mistrz powiedzial mi, że żółte świecące jak słońce kwiatki będą się jej najbardziej podobały. Już przy wyborze rodzaju kwiatków obojętne było, czy to będą żółte tulipany, róże, żonkile lub jakiekolwiek inne żółte kwiatki. Miały być żółte. Poprosiliśmy panią w kwiaciarni, o przygotowanie małego bukieciku z pięciu żonkili i w tym momencie zaczęła się rozpacz. Młody stwierdził że nie 5, tylko 1. Nie zapakowane w folie, lecz gołe bez przybrania. Zakończyło się to tym, że ja szedłem bukietem pięciu kwiatków. A młody szedł z jednym pojedynczym kwiatkiem. Jakby tego było mało pojawiło się nowe źródło rozpaczy. Mianowicie fakt, że kwiatek składa się łodygi z kwiatem i z czterech liści. A według młodego powinien składać się z pięciu łodyg z kwiatami i jednego listka. W mega szybki sposób musiałem wrócić do swoich wiadomości z botaniki, i tłumaczyć mu jak zbudowane są kwiaty i dlaczego. Lecz po dłuższej rozmowie i opanowaniu kwiecistego płaczu, udało się wszystko wyjaśnić i bez większych problemów dojść do domu babci, gdzie na wejściu wręczyliśmy jej kwiaty.

  • 13
  •  
  •  
  •  
  • 13
    Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *