Znowu dzisiaj wieje

Znowu dzisiaj wieje

Znowu dzisiaj wieje silny wiatr. Skąd! Silny wiatr zmian, już minął. Teraz tylko zostaje nowa rzeczywistość. I nawiane różne myśli do głowy.  A tak po ludzku. Sytuacja życia na dwa domy, zaczyna sie stabilizować. W taki dzień jak wczoraj, udało mi się wygospodarować chwilę dla Siebie i dla mistrza. Poszlismy na basen. Dawno nie byliśmy na pływalni, bo zawsze były jakieś zajęcia. Albo praca, albo praca po pracy, albo nie mieliśmy siły. Ostatni tydzień poprzecinany dniami wolnymi, zaburzył cały grafik i cały plan postępowania. To poprzestawiało wiele planów i spowodowało że znalazł się czas. Aby w piątek po pracy, wziąć młodego i ruszyć na pływalnię. Zabawa jaką miał mistrzu i radość jaką ja z tego miałem była wielka. Wspaniale się oglądało, jak młody szaleje w wodzie. Czasami ekstremalnie, nie oceniając tego co może się stać, korzystał z atrakcji basenu. Ilość bliskości, jaka w tym czasie była jest bardzo duża.

Po basenie poszliśmy coś zjeść. Tosty zapiekanka i naleśnik to trochę dużo, ale na dwóch facetów, którzy od godziny 16:00 nic prawie nie jedli to i tak mało. Pokonaliśmy wszystko, co było na talerzach. Było trochę przy tym rozróby i bałaganu, ale to tylko dziecko. To tylko mistrzu który, nie zawsze potrafi siedzieć w miejscu i jeść jak dorosły. Bo dorosłym nie jest, a czasem moje oczekiwania względem jego są na wyrost. Wiem że on chce sam poznawać świat. Sam go zdobywać, sam go kreować. A ja ze swoimi ograniczeniami, trochę wchodzę mu w drogę. Byliśmy na tym basenie z przyjaciółmi, a dokladniej z jej damską częścią. Młody szalał ze swoją ulubioną koleżanką, a z moją przysposobiona córką. My dorośli pilnowaliśmy żeby nic mi się nie stało. To jak razem się bawią, to jest wspaniały widok. Są tak zgodni, jakby naprawdę byli najlepszym rodzeństwem, które od zawsze się ze sobą wychowywało. I bardzo dobrze się rozumie. Cudownie się na to patrzy.

Nie mogę powiedzieć że, to był wieczór mlekiem i miodem płynący. Bo mieliśmy kryzysową sytuację. W której mistrzu, zbuntowany tym że nie może sam nałożyć ketchupu na talerz, zaczął krzyczeć i wielce płakać, na niesprawiedliwość losu. Rozumiem że dla niego, to było ważne. Lecz nie wykazałem zrizumienia, na ten bunt. Ja już zdenerwowany, na jego zachowanie dosyć impulsywnie zabrałem go z krzesła. Posadziłem sobie na kolanach i próbowałem wyhamować jego szaleństwo. Rzadko mi się to zdarza, ale jednak mi się zdarza. W momencie, gdy jestem na granicy wytrzymałości, długo potrafię mówić do niego żeby się uspokoił. Że jego zachowanie, mi się nie podoba, że jego zachowanie jest niewłaściwe do danej sytuacji.

W takiej chwili staram się, nie mówić że ON mi się nie podoba. Albo że brzydko się zachowuje. Żeby nie było odbierane to przez niego, że ON jako osoba, jako dziecko mi się nie podoba. Że jestem niezadowolony z niego. Tylko czysto i jasno mówię że, chodzi mi o jego zachowanie w danej chwili. Bo to jest bardzo ważne, aby dziecko rozróżniało i wiedziało że, niezadowolenie jest z jego zachowania, a nie z niego jako z dziecka. Wobec mnie często popełniali ten błąd, i mówili źle robisz. Nie dobrze robisz. Bądź, jestem na ciebie zły.

Moi rodzice, nigdy nie mieli takiej świadomości, żeby dać komunikat o zachowaniu, i bardzo dużo sytuacji odbierałem personalnie. Odbierałem, że to ja jestem źródłem problemu, a nie moje zachowanie. Rzutowało na bardzo wiele myśli o sobie, na wartość własną, na postrzeganie siebie. Teraz po wielu latach wiem, jak jest to ważne, aby rozróżniać te dwie rzeczy. Czasem jest mi wstyd, że reaguje nadmiarowo. Może czasem nieadekwatnie do sytuacji. Ale czasem brak mi cierpliwości i umiejętności, żeby wyhamować takie zachowanie. Po takiej sytuacji jak wczoraj, mam wyrzuty sumienia i poczucie winy. Ta sytuacja pokazuje mi też, gdzie są moje granicę i pokazuje mi, na co muszę zwracać uwagę. Takie sygnały ostrzegawcze, kiedy moja cierpliwość się kończy. Kiedy moja umiejętność radzenia sobie, z jego zachowaniami się wyczerpuje.

Ostatnie kilka dni, mimo że były dniami wolnymi, były bardzo intensywne. Wolne dni, spędzone całe z młodym. Duża intensywność, skupienie uwagi, chęć poświęcenia jak najwięcej atencji małemu. Zatroszczenie się o niego, oraz znalezienie w tym wszystkim chwili dla siebie. Dla swoich emocji, dla swojego samopoczucia, pokazuje mi że doba to czasami za mało. Takie intensywne tempo, taka ilość rzeczy, zdarzeń, sytuacji, powoduje ogromne zmęczenie. To zmęczenie, rzutuje także na moją umiejętności i chęć do pisania. Ostatnie kilka dni, było dla mnie czasem twórczej bezpłodności. Miałem w głowie dużą pustkę i odnalezienie chęci i zapału do napisania kilku słów była niemożliwa. Jednak mam nadzieję, że ten czas mam już za sobą.

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *